To tak, jakby konduktor w pociągu mówił pasażerom, którzy chcą wsiąść: „Nie możecie wsiąść — zabrakło nam biletów!" — mimo że wszystkie miejsca w pociągu są puste.

To tak, jakby kobieta poszła na pocztę w maju, żeby kupić znaczek i usłyszała od urzędnika:

„Przepraszam panią, zabrakło nam znaczków — osiągnęliśmy nasz roczny limit. Proszę przyjść w przyszłym roku!".

Znak (bilet) musi być zgodny z rzeczywistością. Powinniśmy wydawać tyle biletów, ile jest dostępnych miejsc i tyle znaczków, ile jest rzeczy do wysłania.

To tak, jakby brygadzista budowlany mówił pracownikom: „Przestańcie pracować! Nie możemy kontynuować — zabrakło nam centymetrów!".

Pieniądze są również jednostką miary — pozwalają nam porównywać wartość towarów i usług.

Jak każda jednostka miary, są symbolem, a nie samą rzeczywistością i należy je dostosować, aby odpowiadały rzeczywistości.

Podobnie w przypadku znaczków pocztowych nie liczba dostępnych znaczków powinna decydować o tym, ile listów można wysłać, ale odwrotnie: liczba znaczków powinna być dostosowana do liczby listów.

Rozumiesz absurd we wszystkich trzech przykładach — pociąg, poczta, plac budowy: wszystko jest zablokowane z powodu braku liczb, symboli.

Mówienie „nie mamy pieniędzy", kiedy produkty są fizycznie dostępne, jest równie absurdalne.

Ta sytuacja tylko się pogarsza, ponieważ obecnie coraz więcej produkcji odbywa się za pośrednictwem automatyzacji i robotyki, a coraz mniej przez pracę ludzką. 

(Jak pokazano w poprzednim numerze MICHAELA, postępy w dziedzinie sztucznej inteligencji umożliwiają tworzenie robotów, które zastępują pracujących ludzi).

Jeśli mniej osób zarabia pensje, a my nadal będziemy rozdzielać siłę nabywczą tylko między tych, którzy są zatrudnieni w produkcji, to zmierzamy ku katastrofie.

Ludzie będą głodować pośród obfitości towarów — produkowanych przez roboty.

Dlatego Kredyt Społeczny Douglasa proponuje miesięczną dywidendę każdemu obywatelowi, opartą na naszym wspólnym dziedzictwie bogactwa naturalnego i postępu technologicznego — aby ludzie mogli mieć siłę nabywczą, by kupić to, co jest produkowane przez maszyny.

Nazywamy to dywidendą, ponieważ każdy obywatel jest współwłaścicielem zasobów naturalnych kraju i wynalazków przekazywanych przez poprzednie pokolenia. 

A skąd będą pochodzić pieniądze na sfinansowanie tych dywidend? Z samego źródła liczb — w tym przypadku Narodowego Biura Kredytowego, działającego jako bank centralny narodu, emitującego wszystkie pieniądze potrzebne do prawidłowego funkcjonowania gospodarki — bez odsetek.