Nastąpił moment, który wydaje się być kluczowy w ich życiu: przyjęli pod swój dach prześladowanych. Tu od razu brzmią mi w uszach słowa z Ewangelii św. Jana: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich"…
Tak naprawdę Józef i Wiktoria dojrzewali do tej heroicznej decyzji poprzez swoją wierność Bożemu prawu w codziennym życiu. Byli świadomi konsekwencji, jakie mogą ich spotkać ze strony okupanta niemieckiego, w postaci brutalnych prześladowań, ze śmiercią włącznie. Wiemy, że właśnie w taki sposób zakończyło się ich ziemskie życie 24 marca 1944 roku, kiedy zostali bestialsko rozstrzelani przez żandarmów. W tym wyborze, by stanąć po stronie prześladowanych Żydów, a w konsekwencji po stronie Bożego prawa, widać również ich głęboką wiarę. Ufali Panu Bogu i mieli nadzieję, że czas okupacji się skończy.
Kilkakrotnie spotykałem się z pytaniem, czy Józef i Wiktoria w lekkomyślny, nonszalancki sposób nie narażali swoich dzieci na śmierć, podejmując decyzję o przyjęciu pod dach własnego domu ośmiorga Żydów? Popatrzmy, że ich postawa, codzienne wybory świadczą tak naprawdę o ich wewnętrznej, duchowej dojrzałości. Z jednej strony mieli ogromną ufność, którą pokładali w Bożej opatrzności, mając nadzieję, że czas okupacji się skończy, że tak naprawdę ostatnie słowo należy do Pana Boga, że On czuwa nad nimi i nie pozwoli, by zło ostatecznie zatriumfowało. Z drugiej zaś strony mieli świadomość tego, że niemiecki okupant z ogromną nienawiścią odnosi się do jakichkolwiek aktów chrześcijańskiej miłości wobec Żydów skazanych przez Niemców na całkowitą eksterminację. Wiedzieli, co za taką pomoc im grozi.
W teologii mówi się o tak zwanym pragnieniu męczeństwa, czyli pragnieniu najdoskonalszego naśladowania Chrystusa i uczestnictwa w tajemnicy zbawienia, którego dokonał przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Męczeństwo to – jak pięknie mówi prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro – szczyt świętości, to uczestnictwo konkretnego człowieka w sposób fizyczny w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa dobroć i pomoc, z drugiej świadomość, że za wierność Panu Bogu można zapłacić najwyższą cenę. To jest coś, co mnie w ich duchowości fascynuje, a nawet zawstydza – ta ich dojrzałość i odpowiedzialność. Tak pięknie potrafili to w swoim życiu połączyć. Harmonia tych dwóch elementów: zaufanie – nadzieja, ale i świadomość, że mogą ich spotkać najgorsze konsekwencje. Wiemy, że tak się stało w ich życiu.
postulator w procesie beatyfikacyjnym rodziny Ulmów


